Testudos |
Korwin-Mikke, o-o! |
|
|
Dołączył: 10 Wrz 2007 |
Posty: 498 |
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/3
|
Skąd: Głogów |
|
|
 |
 |
 |
|
Nie można się obyć bez tego
Mój kuzyn (swoją drogą, etykieta to nie jest jego drugie imię...) grał w Warhammera górnikiem. Zajmował się głównie poszukiwanie złota.
W kopalni napadły go gobliny i poszedł powiadomić o tym władcą najbliższego miasta.
Przed zamkiem drogę zastąpił mu mięśniak w płytówce i burczy, czego on tu chce. Kuzyn, grający krasnoludem pokłócił się z nim. Kulminacyjny moment:
Mięśniak: Twoja matka spała z trollem!
Kuzyn (do mnie): Walę go łopatą w łeb.
Ja (z uśmiechem): Rzucaj...
Rzut na trafienie. Trafił mimo WW 32... Najniższy możliwy wynik jak na krasnoluda, ale ok. Z rzutu wyszło, że trafił kolesia w łeb. No dobra, tamten ma hełm z czepcem kolczym...
Kuzyn rzuca:
10, 10, 10, 10, 10, 7
Ja zaszokowany patrzę. Mrugam oczami. Z łopaty -2, od hełmu -4, z siły +4...
Ja: No... Dostał 55 obrażeń w łeb... (patrzę na statystyki rycerza bractwa jakiegoś tam. Żywotność 17) Więc... Uderzyłeś go łopatą tak mocno, że zerwałeś mu łeb z karku...
Kuzyn (z uśmiechem): Idę dalej!
Inna sytuacja...
Neuroshima. Kuzyn z moim bratem jadą dżipem zdewastowaną autostradą. Ktoś wali ich w tylny zderzak. Moi gracze się zatrzymują, wychodzą. Uderzyło w nich jakieś kombi.
Brat gra zabójcą maszyn, kuzyn monterem.
W kombi siedzi czterech gości z Vegas. Nie widać, żeby mieli broń.
Brat (obwieszony bronią mamut, karabiny, granaty, etc.): Ja wam dam do cholery. <Imię postaci kuzyna> dawaj granat!
Goście w samochodzie przerażeni, nie mogą wykrztusić ani słowa. Kuzyn podał mojemu bratu granat.
Brat (wyciaga zawleczkę i wkłada granat do wlewu paliwa): I co teraz, cwaniaczki?
Kuzyn w tym momencie odpalił samochód i zwiał. Granat wybucha. Chyba nie muszę mówić, co z bratem i gościami w samochodzie? :P
Trzeci kfiatek.
Grałem w D&D z bratem i kuzynem. Kuzyn jest krasnoludem-wojownikiem, brat elfem-magiem z zadatkami na nekromantę. Są na królweskim bankiecie. Król bierze puchar wina (zatrutego), pije... Opisuję jego śmierć, a mój brat wysjkakuje:
Brat: Robię mu sekcję zwłok!
Czwarty...
Gram z trzema kumplami. W D&D
K1 - wojownik
K2 - kapłan
K3 - czarodziej
Walczyli z kreaturą wypluwającą roje kąsających much. K1 i K2 walczą dzielnie machajac młotem i mieczem. Nic nie robią robalom.
Ich życie wyglądało tak...
K1 - 7 albo 9 PW
K2 - 11 PW (leczył się)
A dzielny mag wpadł na genialny pomysł...
K3: Strzelam w ten rój kulą ognia!
Kula ognia zaklęcie obszarowe. Mag miał siódmy poziom, 7k6 obrażeń. Oczywiście, anie wojownikowi, ani kapłanowi nie udał się rzut obronny.
A czarodziej, o ironio losu, miał genialne rzuty na obrażenia. 34 obrażenia.
Rzucił tymi kostkami i mówi:
K3: Chłopaki! Trzydzieści cztery obrażenia! Pewnie zmiotłem te muchy z powierzchni ziemi (jeszcze nie załapał że zabił kumpli).
K1: No, świetnie...
K3: Dobra, zatłuczcie tego potwora!
Ja: Ej, spaliłeś ich na popiół...
K3: Co? Ja?
Jak mi się przypomni, dopiszę. |
|