lukadepailuka |
Mistrz Cechu |

|
|
Dołączył: 15 Wrz 2007 |
Posty: 67 |
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 1/3
|
|
|
|
 |
 |
 |
|
Padli na kolana. Cała czwórka, związana i zakneblowana. Klęczeli u stóp wszystkich tych, którym zawinili. Torturowani, aż do granic przyzwoitości. Zgnębieni i poniżeni. Ludzie powiadają, że takie aroganckie śmiecie nie powinny chodzić po ziemi bezkarnie. Niektórzy sądzą , że to po prostu rzeź owieczek. Eksterminacja tych, których udało się złapać. Dla rozrywki.
Kat już ostrzył topór. Sam jego uśmiech mówił, że nie przyszedł tutaj na wieczorne pogaduszki przy herbatce. Zamiar był, aż za oczywisty.
-Za zbrodnię, którą nie da się opisać w kilku słowach, oto Ci tutaj klęczący zostają skazani na karę śmierci!- Zakrzyknął gruby jegomość w bogato zdobionych szatach, widocznie jakiś wysoko postawiony urzędnik. Ludzie odpowiedzieli mu wiwatem.
-Pierdol się!- Zasyczał jeden z ogolonych zbójów plując na grubasa. Kat podszedł do niego i wymierzył mu celne kopnięcie w żebra, że tamten, aż zgiął się w pół.
-Żmijka jeszcze syczy? Ciekawe co będzie jak się żmijce urwie łepek.- Odwarknął groźnie kat.
Ludzie cieszyli się coraz bardziej. Niektóre niecierpliwe jednostki zaczęły się w coraz bardziej widoczne domagać widowiska. Jacy Ci ludzie są próżni. Jacy zapatrzeni na własne zady, lubujące się w cierpieniu bliźnich.
-Zabij, zabij!
Los skazańców był nieunikniony. Na pierwszy ogień poszedł najmniejszy. Jakby na rozgrzewkę. Przymocowany metalowymi kajdanami, nie miał żadnych szans na obronę czy ucieczkę. Tak, więc cios nie mógł chybić. Nie chybił.
Głowa potoczyła się i wpadła do kosza, który już zdążył zostać obficie oblany krwią. Kat nie mógł się powstrzymać. Jeszcze jeden zamach i flaki wylały się na podłodze. Czyżby jelita?
-Mamo, mamo! Patrz co mam!- Wołał mały chłopiec, który ściskał coś co trudno było rozpoznać umazane krwią. Jakimś cudem udało mu się dopchać do pierwszego rzędu nie zostając przy tym zgnieciony.
Kolejny nie zdradzał żadnych uczuć. Ot tak patrzył obojętnym wzrokiem. Toteż kat nie cackał się z nim długo.
Z trzecim było gorzej. Mimo, że twarz miał już porządnie obitą, a i z innymi częściami ciała nie było lepiej, wyrwał się oprawcy i celując prosto w żołądek przeciwnika machnął bezradnie nogą. Mimo, że cios słaby, potrafiłby zwalić z nóg pospolitego człeka. Na nic to się nie zdało. Uderzenie było za wolne na wyszkolonego w boju. Widocznie był nim jakiś były żołnierz. Kat najpierw odrąbał mu nogę, a potem zamachnął się dziko toporem, strącając mu przy tym łeb. Publika to kocha.
Dla ostatniego już nic nie miało znaczenia. Przywitał się z śmiercią, jakby z ulgą.
***
Czy zasłużyli na śmierć? Jeśli nie, to w takim razie kto na nią zasłużył. A jeśli tak, to czy wiecie czemu tak naprawdę umarli? Czemu się poświęcili? Nie? To posłuchajcie...
***
[Dalszy kawałek będzie później]
___________________________________________________
Powiedźcie jak to się na razie prezentuję. W miarę czasu będę kontynuował. Mam nadzieje, że wyjdzie to coś na miarę opowiadań Folvora, Testudosa, Belwara i innych Teslar'owiczów. |
|