likop |
Uczeń |

|
|
Dołączył: 02 Gru 2007 |
Posty: 7 |
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 2/3
|
|
|
|
 |
 |
 |
|
DEbiut mój mały!
Na początku była nicość.. A z tej nicości wyłonił się świat. A był on nagi i nieokiełzany, lekkie słonce pieściło ziemię i morza, na których nie było ni źdźbła trawy, ni żywego stworzenia. I wtedy z nicości wyłonili sie oni. Dziś nazywamy ich pradawnymi, stworzycielami świata i porządku
Nikt nie wie skąd się wzięli, ani dlaczego zamiast ukształtować świat na swój kształt uczynili go zamieszkałem dla żywych istot.
Jednak nieważne jakie motywy nimi kierowały, mamy u nich dług którego nigdy nie spłacimy, choćbyśmy nie wiem jak się starali. To ich ręce kształtowały pierwsze źdźbło trawy, to oni pieczołowicie tworzyli liście na drzewach, to oni zbierali pierwotną materię powstałą podczas pierwszych dni istnienia.
Jednak nawet wśród najszlachetniejszych istot rodzi się czasem iskierka zachłanności. Jeden z nich, zwany Zarahanelem, postanowił objąć świat w swe władanie. W tym celu stworzył pierwsze istoty, wykorzystując do tego energię swych braci. Istoty te były najszkaradniejszymi istotami jakie moglibyśmy sobie wyobrazić. Były one wysokimi i potężnie zbudowanym człekokształtnymi, ich nogi i ręce były zakończone szponami, w ustach widniał było długi język, zaś z jego głowy wyrastała para ogromnych rogów długie na łokieć, a może nawet i większe.
Wtedy Zachanel ujawnił swe prawdziwe oblicze.korzystając z usług stworów nazwanymi przez niego demonami, pozabijał swych braci. Krew zbrukała prastare twierdze, wznoszone przez pradawnych jeszcze tysiące lat przed tym. Stwórca demonów przejął twierdzę i nazwał ja Hendemonium.
Przez wiele lat Zachamel siedział w swej kryjówce, knując najstraszniejsze plany jakie tylko przyszły mu do głowy. W końcu po stu lub więcej latach gdy łzy wylewające się z oczu pradawnych zdążył już wyschnąć Zachamel uderzył. Jednak tym razem nie wszyscy szli bezmyślnie na rzeź. Pojawiło się parę pradawnych, którzy zamiast ginąć niczym bezmyślnie zwierzęta przystąpili do ataku. Nazwali się oni Ashalonami. Wytaczali oni Zachamelowi bitwy, w których atakując z zasadzki i zabijając nieduże patrole przechylali szalę zwycięstwa na swą stronę. Jednak Ashalonowie byli samotni. Nie mieli innych towarzyszy niż ich samych, a większość pradawnych uleciała w chmury aby opłakiwać swych braci.
Wiedząc ze małą grupką nie zdołają pokonać Zachamela stworzyli oni pierwsze istoty, nazwane przez nich elfami. Elfy choć nie dostały od swych twórców siły tworzenia, zostały obdarzone one długowiecznoscią, nieprawdopodobną zwinnością oraz niezwykłą siłą. Na dodatek mają one zdolność widzenia rzeczy takimi jakimi są, ich nikt nie omami iluzją czy innymi magicznymi sztuczkami. I ja byłem wśród nich, zrodzony byłem z materi, jeden z pierwszych, jeden z pomocników, choć dziś jestem stary wciąż pamiętam tamte chwile... Ludzie mówią że elfy obdarzone są niezwykłą pamięcią choć śmiem sadzić że to plotki rozsyłane przez zazdrośników...
Z elfami u boku Ashalonowie nie bali się ni ognia ni miecza a nawet Zachamela. W licznej gromadzie ruszyliśmy do łańcuchu gór, gdzie aktualnie przebywały wojska Zachamela...
Dziś mogę wspomnieć o tym jak z śpiewem na ustach rzuciliśmy się na wroga....
Na początku zaskoczone demony dał się łatwo zabijać, lecz gdy spostrzegły cóż się dzieje natychmiast przeszły do ataku. A było ich mnóstwo, deszcz kłów pazurów, ognia i mieczy ruszył na nas, siejąc popłoch i zniszczenie. Masowo ginęliśmy, słychać było okrzyki rannych, krzyki konający wrzaski walczących, świsty strzał przelatujących nad uchem, miecze uderzały o tarcze , topory odbijały się od łusek zaś czarna krew zbrukała nasze miecze.
Rąbaliśmy tak pomimo tego chaosu, co chwila padał obok mnie towarzysz, lecz wciąż myślałem o zwycięstwie, zaś myśl o powrocie byłby dla jak bluźnierstwo.
W każdym razie po pierwszej szarży, gdy demony przeszły do ataku nie było łatwo. Rzucały się na nas mając w oczach rządzę krwi a gardle ryk, Zwarły się szeregi, spotkał miecz tarcze, a choć wiedzieliśmy że nie wygramy-parliśmy do przodu. Jednak pomimo wszystkiego strach nie zmącił nam ni duszy ni rąk.
jednak gdy sytuacja była opłakana a demony przeważył szalę zwycięstwa na swą stronę, ktoś krzyknął: Do boju! nie straszny nam ni miecz ni kły dzikich bestii!! do boju moi lordowie!!
Z tym okrzykiem jeden z pradawnych rzucił się w chaos bitwy, przedarł się przez szeregi po czym wbił zaskoczonemu Zachamelowi miecz w serce. Zachamel upadła ziemię, lecz zanim skonał zdołał uczynić jedną rzecz... Otóż to zza pasa wyjął nóż do rzucania a nim przeciwnik zdołał zareagować- rzucił go w serce biednego Ashalona. Po chwili obydwaj padli martwi na polanie.
Stwory z otchłani pozbawione swego wodza wycofały się, zaś aby zamknąć im powrotną drogę, w łańcuchu górskim zostały zbudowane wrota... Olbrzymi mur z portalem w środku. Ci pradawni którzy przeżyli opłakiwali śmierć swych towarzyszy. Tylko jeden jedyny z nich został tam i do dziś broni bramy, a ten kto chce skorzystać z wrót, musi go pokonać.
W bramie znajduje się potężna energia, resztka pradawnej materi, która w rękach dobrego maga mogłaby zniszczyć świat. Jednak poza tym w bramie są zawarte moce pozwalające przyzwać jeszcze potężniejsze boskie moce. Tylko ta siła i strach że podczas niszczenia brama ,,zaskoczy" a z jej wnętrza powrócą oni...
Jednak to tylko kwestia czasu, zanim pojawi się jakiś zdolny i chciwy wojownik, chcący otworzyć bramę dla tego co tam spoczywa... Ale niechaj pamięta: wielka moc to wielka odpowiedzialność.... |
|