Testudos |
Korwin-Mikke, o-o! |
|
|
Dołączył: 10 Wrz 2007 |
Posty: 498 |
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/3
|
Skąd: Głogów |
|
|
 |
 |
 |
|
Tekst nienormalny, kopnięty, napisany pod wpływem 39,5 stopni Celsjusza gorączki i polarowego kocyku.
Miniaturka, równa strona A4 w Wordzie ^^
Ale jest pierwszy i to fantasy pełną gębą, więc cicho!
Miłego czytania!
Rok 2014. Atak nieumarłych od pierwszej wojny światowej, która wybuchła w 1865 roku nadal nie ustał.
- Wstawać, parszywcy! - wrzasnął oficer na śpiących w baraku żołnierzy.
Jeden z nich, wyjątkowo brodaty i mierzący cztery stopy wzrostu zerwał się z posłania. Mimo marnej wysokości był strasznie szeroki w barach.
- Mówiłem ci, żebyś nas nie budził. Wiemy kiedy wstawać - wysyczał przez zęby karzeł.
Oficer zamrugał i szybko się oddalił. Ludzie bali się krasnoludów. Uparte brodacze potrafiły ubić człowieka toporem z dwudziestu metrów. Ale znacznie bardziej bano się elfów. Długousi umieli odstrzelić komuś łeb z jakichś pięciu kilometrów. Nie przeszkadzało im to, że pocisk nie mógł lecieć tak daleko. Zapewne jeszcze się tego nie domyśliły. Najstraszniejszymi elfami były jednak te, z karabinami snajperskimi. Cholerne, psioniczne zdolności.
Igor, krasnolud, który zerwał się jako pierwszy z posłania i przegnał oficera założył mundur. Jak zwykle, przykrył go kolczugą, a dopiero potem kamizelką kuloodporną.
Lud brodaczy niewiele się zmienił. Nadal byli Rosjanami, nadal drążyli na rosyjskiej Alasce wydartej amerykańskiemu królestwu nieumarłych, rządzonemu przez George'a Washingtona, potężnego licza.
Krasnoludy nadal używały toporów, uwielbiały kuć, mieszkać pod ziemią, pić na umór, kląć i narzekać na elfy. Nic się nie zmieniły od tysięcy lat. No, prócz tego, że w XVII wieku podzieliły się z ludźmi bronią palną wynalezioną przez elfy, gnomy i, naturalnie, brodaczy. To był jedyny akt szczodrości w krasnoludzkiej historii.
Wiek XX i XXI nie zmienił brodaczy, prócz tego, że zaczęły używać granatników, bombowców, Harleyów oraz pił łańcuchowych, które nazywali pieszczotliwie swoimi "zębatymi pupilkami".
Na zewnątrz baraku zebrał się spory tłum ludzi. Igor spojrzał na swoich towarzyszy: kilkoro elfów, niziołka i dwa gnomy.
- Pójdzie ktoś zobaczyć o czym on bełkoce? - spytał krasnolud.
Jeden z elfów niechętnie opuścił barak. Po chwili wrócił z pobladłą twarzą.
- George Washington zniszczył nasz system obrony przed pociskami nuklearnymi! Rozpoczęła się wojna atomowa!
- Ale wojna już trwa - zauważył Igor.
- Trwają dwie! Atakują nas pociskami termojądrowymi.
Krasnolud zmierzwił brodę.
- To źle?
Elf padł na kolana i schował twarz w dłoniach.
- Co ze schronami? - uniósł brwi gnom.
- Za płytko położone.
- Chodźmy zastrzelić te pociski - wzruszył ramionami Igor.
Nie był zbytnio wykształcony. Wiedział, że karabin ma strzelać, a jak tego nie robi, to trzeba wymienić magazynek. Wiedział także, że człowiek z toporem w głowie nie powinien się ruszać. I taka wiedza mu wystarczała. Chciał coś powiedzieć, lecz w baraku nie było nikogo. Towarzysze uciekli. Igor wyszedł z blaszanej budy i rozejrzał się po pustynnym placu. Baraki były puste. We wszystkie strony pustyni odjeżdżały wojskowe Hummery i czołgi. Krasnolud spojrzał w górę. Z niebios spadał pocisk. Był długi, wąski i leciał szybko. Uderzył jakiś kilometr od bazy wojskowej.
***
Igor spał. Nie bał się promieniowania. Krasnoluda nic nie może zmienić.
***
Igor obudził się. Leżał na plecach, między zwałami blachy. Próbował obrócić się, lecz skorupa mu w tym przeszkadzała. W końcu to się udało. Krasnolud ruszył naprzód i wyszedł z rumowiska stali na piękny, poatomowy śnieg. Łuski na pazurzastych łapach nie chroniły zbyt przed zimnem. Igor uznał, że to zima, więc zagrzebał się w zaspie i rozpoczął hibernację. Było mu tam bardzo wygodnie. Schował się do skorupy i zasnął.
Może kiedyś ludzie odkryją Igora, żółwia z brodą, śpiącego spokojnie w śniegu... |
|